Od autorki: Nie było mnie sporo czasu, nie wiedziałam czy mam napisać od nowa rozdział, kontynuować to dalej czy w ogóle to zostawić. Postanowiłam dać sobie czas i tym sposobem powstał od nowa rozdział trzeci. Zapraszam do przeczytania. Mam nadzieję, że będzie o wiele lepszy niż poprzedni. Dziękuje za wszystkie komentarze i wyrozumiałość. Czekam na wasze opinie, które pomogą mi się zmotywować oraz poprawić błędy (chociaż mam nadzieję, że ich będzie mało).
Pozdrawiam :**
Kiedy spojrzałam na bruneta, który nonszalancko opierał się o swój wóz, wiedziałam, że wynikną z tego same kłopoty. Wpatrywałam się w niego w dłuższą chwile i znowu chciałam analizować jego zachowanie. Jednak z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem nie zdradzał nic, oprócz tego, że był zadowolony, że jego groźby co do mojej przyjaciółki i nadzieja na odnalezienie mojego brata, będzie doskonałą przynętą. Zrobiłam krok do przodu i zawahałam się. Może to był jeszcze dobry czas na cofnięcie się i poszukanie lepszego rozwiązania, ale skoro przez kilka lat nie zdołałam dowiedzieć się nic o Paulu, wiedziałam, że bez Matta nie dam sobie rady. Potrzebowałam brata, musiałam wiedzieć co się z nim dzieję. To codziennie zatruwało mi myśli i do czasu kiedy nie poznam prawdy, nigdy nie zaznam spokoju.
Chciałam wyglądać na opanowaną więc stawiałam pewne kroki na nierównym chodniku. Głowa dumnie uniesiona do góry, dyskretny uśmiech, zarzucenie włosami, jeszcze chwila, a ktoś wziąłby mnie za hollywoodzką aktorkę. Moja dobra passa nie trwała długo. Byłam tuż przed chłopakiem, wlepiając się w jego ciemne oczy i zatracając się w ich tajemniczości potknęłam się o wystający skrawek bruku, który doprowadził mnie do szewskiej pasji. Przymknęłam oczy widząc siebie już jak leże na chodniku i gryzę piach, a Matt nie posiada się ze śmiechu, z jaką ofermą przyszło mu wybrać się w podróż, ale nic takiego się nie stało. Pojawił się ból, ale nie taki, którego się spodziewałam. Silne ręce bruneta podciągnęły mnie do góry. Gapiłam się na niego jak zahipnotyzowana i kompletnie nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Bałam się, że każdy mój kolejny ruch wywoła u niego atak śmiechu, a ja będę marzyła tylko o tym aby zapaść się pod ziemię.
Otaksował mnie przenikliwym spojrzeniem, jakby chciał zobaczyć czy jestem cała, ale ostatnie słowa to tylko moja ideologia dla dobrego Matta, bo mogłam się założyć, że w jego pięknej główce układają się teraz słowa, które ani trochę nie byłyby dla mnie miłe.
Otaksował mnie przenikliwym spojrzeniem, jakby chciał zobaczyć czy jestem cała, ale ostatnie słowa to tylko moja ideologia dla dobrego Matta, bo mogłam się założyć, że w jego pięknej główce układają się teraz słowa, które ani trochę nie byłyby dla mnie miłe.
- Powinni naprawić te chodniki, można się zabić - usłyszałam te słowa z jego ust, ale potrzebowałam dłuższej chwili, aby zrozumieć ich sens. To była dla mnie nowość, że nie miał nic do mnie, a do ekipy budowlanej czy innych firm, które tym się zajmują. Poczułam jak na moje poliki wkrada się rumieniec, więc posłałam mu jeden z tych niewinnych uśmiechów.
Mój dziewczęcy urok chyba podziałał na niego jak płachta na byka, bo szybko podszedł do drzwi od strony kierowcy, a w moją stronę burknął tylko tyle, że mam wsiadać. Nie lubiłam jak ktoś miewał takie wahania nastroju, stałam jednak dalej w tym samym miejscu. Miałam przy sobie torbę, z którą nie wiedziałam co mam zrobić. Zdążył tylko pokręcić głową i szybkim krokiem dojść do mnie i wziąć ode mnie walizkę, która spokojnie zajmowała większość bagażnika. Wyobraziłam sobie Matta jak przeklina dzień, w którym postanowił mnie odnaleźć i zabrać ze sobą.
- Wsiadaj, szkoda czasu - dotarło do moich uszu, wyrywając mnie z zamyślenia, po czym posłusznie wgramoliłam się na miejsce pasażera, szczelnie zapinając pasy bezpieczeństwa.
Zanim wyjechaliśmy z miasta minęło kilka dobrych minut. Ludzie wychodzili na ulice, śpiesząc się do pracy i szkoły. Lubiłam zajmować się obserwowaniem przestrzeni w okół. Myślałam kiedyś nawet, aby zostać psychologiem, jednak te plany prysły kiedy zostałam główną ekspedientką w sklepie z artykułami chemicznymi, ale i tam nie zagrzałam miejsca na długo.
- Ustalmy zasady - usłyszałam poważny głos dochodzący z lewej strony. Lekko obróciłam głowę, aby spojrzeć na bruneta, lecz ten nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Może to i dla mnie lepiej, że koncentruje się na drodze.
- Po pierwsze - kontynuował - słuchasz mnie i robisz co ci każę, wtedy wszystko przebiegnie szybko i bezboleśnie, odnajdziesz brata i wszyscy będą szczęśliwi, ale gdy spróbujesz mnie wykiwać, pożegnaj się z nadzieją na spotkanie z Paulem.
Coś w środku podpowiadało mi, że on to wszystko powiedział całkiem serio i nie było mi z tego powodu jakoś lżej. Nie miałam ochoty mu się sprzeciwiać, gdybym to zrobiła nie siedziałabym z nim w tym samochodzie i jechała nie wiadomo gdzie. Z drugiej strony nie wiedziałam co chciał abym robiła, a jeśli to będzie sprzeczne z moimi zasadami moralnymi czy coś w tym rodzaju. Postanowiłam, że dam sobie czas, może jak się oswoimy ze sobą, sytuacja stanie się mniej napięta, a wszystkie nieporozumienia i niepotrzebne reguły pójdą w zapomnienie.
- Dobrze, ale pamiętaj, że raz mi wyrządziłeś krzywdę, jeśli to się powtórzy, nie będę miała skrupułów, aby cię...
- Uważaj na słowa, księżniczko, nie takie groźby słyszałem, a nadal chodzę cały po tej ziemi - odpowiedział lekko rozbawiony, jakby moje groźby czy pretensje miał w czterech literach. Postanowiłam być już cicho i w myślach układać plan od A do Z. W razie kłopotów.
Słońce na zewnątrz chyliło się już ku zachodowi. Ciekawa byłam czy będziemy jechać przez całą noc, czy jednak skręci gdzieś w las abyśmy mogli się przespać się w samochodzie. Nagły zakręt w lewo, a następnie w prawo, uświadomił mi, że zmierzamy do konkretnego celu.
Mój dziewczęcy urok chyba podziałał na niego jak płachta na byka, bo szybko podszedł do drzwi od strony kierowcy, a w moją stronę burknął tylko tyle, że mam wsiadać. Nie lubiłam jak ktoś miewał takie wahania nastroju, stałam jednak dalej w tym samym miejscu. Miałam przy sobie torbę, z którą nie wiedziałam co mam zrobić. Zdążył tylko pokręcić głową i szybkim krokiem dojść do mnie i wziąć ode mnie walizkę, która spokojnie zajmowała większość bagażnika. Wyobraziłam sobie Matta jak przeklina dzień, w którym postanowił mnie odnaleźć i zabrać ze sobą.
- Wsiadaj, szkoda czasu - dotarło do moich uszu, wyrywając mnie z zamyślenia, po czym posłusznie wgramoliłam się na miejsce pasażera, szczelnie zapinając pasy bezpieczeństwa.
Zanim wyjechaliśmy z miasta minęło kilka dobrych minut. Ludzie wychodzili na ulice, śpiesząc się do pracy i szkoły. Lubiłam zajmować się obserwowaniem przestrzeni w okół. Myślałam kiedyś nawet, aby zostać psychologiem, jednak te plany prysły kiedy zostałam główną ekspedientką w sklepie z artykułami chemicznymi, ale i tam nie zagrzałam miejsca na długo.
- Ustalmy zasady - usłyszałam poważny głos dochodzący z lewej strony. Lekko obróciłam głowę, aby spojrzeć na bruneta, lecz ten nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Może to i dla mnie lepiej, że koncentruje się na drodze.
- Po pierwsze - kontynuował - słuchasz mnie i robisz co ci każę, wtedy wszystko przebiegnie szybko i bezboleśnie, odnajdziesz brata i wszyscy będą szczęśliwi, ale gdy spróbujesz mnie wykiwać, pożegnaj się z nadzieją na spotkanie z Paulem.
Coś w środku podpowiadało mi, że on to wszystko powiedział całkiem serio i nie było mi z tego powodu jakoś lżej. Nie miałam ochoty mu się sprzeciwiać, gdybym to zrobiła nie siedziałabym z nim w tym samochodzie i jechała nie wiadomo gdzie. Z drugiej strony nie wiedziałam co chciał abym robiła, a jeśli to będzie sprzeczne z moimi zasadami moralnymi czy coś w tym rodzaju. Postanowiłam, że dam sobie czas, może jak się oswoimy ze sobą, sytuacja stanie się mniej napięta, a wszystkie nieporozumienia i niepotrzebne reguły pójdą w zapomnienie.
- Dobrze, ale pamiętaj, że raz mi wyrządziłeś krzywdę, jeśli to się powtórzy, nie będę miała skrupułów, aby cię...
- Uważaj na słowa, księżniczko, nie takie groźby słyszałem, a nadal chodzę cały po tej ziemi - odpowiedział lekko rozbawiony, jakby moje groźby czy pretensje miał w czterech literach. Postanowiłam być już cicho i w myślach układać plan od A do Z. W razie kłopotów.
Słońce na zewnątrz chyliło się już ku zachodowi. Ciekawa byłam czy będziemy jechać przez całą noc, czy jednak skręci gdzieś w las abyśmy mogli się przespać się w samochodzie. Nagły zakręt w lewo, a następnie w prawo, uświadomił mi, że zmierzamy do konkretnego celu.
Heeeej ;))
OdpowiedzUsuńJak dawno mnie tu nie było
Dziękuję, za odwiedzanie mnie na Siostrzenicy Policjanta.
To dla mnie ważne. że takie osoby jak Ty poświęcają swój czas na przeczytanie moich odcinków. Jestem za to niezmiernie wdzięczna. Cierpię na małą liczebność czytelników, i każdy jest dla mnie ważny.
Widzę, że zmieniłaś szablon. Lubię takie odcienie, więc miło sie czyta. Nie kuje w oczy - najważniejsze. Bo przy laptopie siedzę wieczorami.
Co do rozdziału...
Otaksował ?? Pierwszy raz słyszę takie słowo. Wiem, że nie jestem literacka, bo używam najprostszych słów w swoich opwoiadaniach...ale Otaksował? co to znaczy? Wybacz moją głupotę xD
Co do samej treści...chowię się przy tobie...Bo Twoje opisy są jak z książki/ Cukruję? Nie, nie. W żadnym wypadku.Kurdę...czy ja muszę każdemu zazdroscić??
Wredny ten typek..a dziewczyna chce swojego brata z powrotem... jejku, mało dowiedziałam się, ale to co zawarłaś w sowim rozdziale zachęca do dalszego czytania. Więc czekam na nn.
Cóż...Nie wszystko toczy się idealnie , i bohaterka nie ma lekko.
Widać, że igra trochę z losem, ale na moje jest silna i pewna siebie.
Pozdrawiam ;*
Kochana, nie mam pojęcia, czemu blogspot w liście czytanych blogów nie wyświetlił mi, że dodałaś nowy/nie nowy rozdział, ale obiecuję, że nadrobię w najbliższym czasie <3
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem pierwsza wersja tego rozdziału była dobra, ale ta chyba jest jeszcze lepsza :D Ładnie zarysowujesz sylwetkę Matta - a raczej określasz go bardzo delikatnymi liniami, ponieważ nadal nie wiadomo, czy to zły facet, czy może jednak skrywa w sobie jakieś pokłady dobroci. Z jednej strony mamy jego aroganckie zachowanie: głupie, złośliwe uwagi, ta przesadzona pewność siebie, która doprowadza mnie do szewskiej pasji, a także wspomnienie przeszłości, kiedy skrzywdził główną bohaterkę. To zdecydowanie nie przemawia za jego korzyść. Z drugiej strony wystarczyło "spojrzeć" na niego, kiedy złapał Amandę i uchronił ją od upadku. Wydał się wówczas... miły. Aż sama nie wierzę, że używam w stosunku do niego tego słowa XD Póki co to człowiek zagadka. Niby pomaga bohaterce w odnalezieniu brata, ale nie kryje faktu, ze sam ma w tym interes, dorzucając do tego te idiotyczne zasady. Chociaż czuję do niego sympatię jako do bohatera, za grosz mu nie ufam i cieszę się, że Amanda również jest taka zdystansowana. To może ją uchronić od niebezpieczeństwa, chociaż znając życie ono również przyjdzie, zwłaszcza gdy oboje zagłębią się w poszukiwania Paula... Jestem bardzo ciekawa, czy uda się odnaleźć chłopaka i jaka tak naprawdę historia się za tym kryje.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za tak chaotyczny komentarz, nie mam dzisiaj najlepszego dnia :D Pozdrawiam gorąco i czekam na kolejny rozdział <3
Nie znalazłam spamownika, dlatego komentuję tutaj. Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz, kiedyś pisałam opowiadanie o Izzy i Ianie, który nieźle namieszał w jej życiu. Teraz wracam po długiej przerwie z nowym nickiem (dawniej Minerala) i nowym blogiem, na który chciałabym Cię serdecznie zaprosić
OdpowiedzUsuńhttp://wspomnienie--milosci.blogspot.com/
Byłoby mi bardzo miło, gdybyś zajrzała i wyraziła swoją opinię :)
Ja w wolnym czasie postaram się jak najszybciej przeczytać Twoje opowiadanie :)
Zgodnie z obietnicą, przeczytałam :D wciągnęło mnie to opowiadanie i żałuję, że nie ma kolejnych rozdziałów. Mam nadzieję, że pojawią się w najbliższym czasie :) ciekawi mnie, czym ten Matt tak zalazł jej za skórę i dlaczego zginął jej brat. No i skąd Matt wie, gdzie go szukać? To wygląda podejrzanie, zupełnie tak, jakby miał bezpośredni związek z jego zaginięciem. Milion pytań a póki co brak odpowiedzi. Ale w sumie najważniejsze moje pytanie brzmi: czemu tak bardzo zależy mu na znalezieniu Paula i dlatego tak się uparł, że Amanda ma mu towarzyszyć? Mega podejrzany typ, dziwię się że ona tak po prostu wsiadla z nim do tego samochodu. Ale czego nie robi się z miłości do brata?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejny rozdział :*
Wybacz, że tutaj piszę, bo nie mogłam znaleźć spamownika. Mam do Ciebie ogromną prośbę: zagłosujesz na mnie na: http://sonda.hanzo.pl/sondy,236272,15Ak.html (mój blog: semir und sonia). Byłabym bardzo wdzięczna, i w przyszłości też Ci pomogę, jeśli będziesz potrzebowała pomocy.
OdpowiedzUsuńMam nadzieje,że będziesz kontynuować opowiadanie bo bardzo mnie zaciekawiło :)
OdpowiedzUsuńCo takiego zrobił Matt , że Amanda nie darzy go sympatią ? i Co wie Matt o Paulu ? Tyle pytań, a nowego rozdziału brak. Pisz dalej bo potrafisz zaciekawić czytelnika, co nie zawsze sie udaje :D
czekam na rozdział 4, i mam nadzieje,że sie doczekam :D
Weszłam na Twojego bloga i zauważyłam, że coś jest zmienione. Pamiętałam, że trzeci rozdział już czytałam, o tym, jak ona wsiadła z Mattem do samochodu, ale spojrzałam na komentarze i nie znalazłam tam swojego. Zaczęłam więc czytać ten rozdział i wyjaśniło się, że napisałaś go na nowo. Poprzednią wersję już średnio pamiętam, ale wydaje mi się, że ta jest lepsza. Rozdział prawie cały składa się z opisów, które na dodatek są świetnie napisane. Wczułam się i z zadowoleniem czytałam kolejne zdania. Nie było krótkich, niepotrzebnych zdań tylko same rozbudowane z świetnie dobranymi słowami.
OdpowiedzUsuńPoczątkowo myślałam, że Matt nie jest wcale taki zły, skoro uchronił dziewczynę przed upadkiem i się z niej nie śmiał. No ale potem okazało się, że to chwilowe zachowanie. Dziwny człowiek, jakby był w ciąży, takie ma wahania nastroju. :D
Jestem ciekawa jaki jest ten konkretny cel, bo mężczyzna przecież też dokładnie nie wie gdzie jest Paul. Zaraz zabieram się za czytanie kolejnego rozdziału, więc może tam się coś wyjaśni.
Pozdrawiam! :*
Bardzo ciekawy rozdział. Pojawiły się nowe pytania, na które już chciałbym znać odpowiedź, ale wiem, że trzeba poczekać... Pojawiło się kilka błędów, ale nie przeszkadzają one w czytaniu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny :)