Wszedł pewnym krokiem do mieszkania i usiadł na brązowej kanapie w salonie, rozglądając się na boki. Wyglądał na tak obrzydliwie pewnego siebie, że miałam ochotę wziąć z kuchni patelnie i wybić mu tą zuchwałość z głowy. Stałam jednak jak wryta patrząc na niego i analizując jego zachowanie, że nie zauważyłam, że on robi dokładnie to samo. Kiedy zauważył, że ocknęłam się z fantazji o zamordowaniu swojego gościa, wskazał ręką na fotel, na który miałam rzekomo usiąść. I usiadłam.
- Skoro już siedzisz na mojej kanapie, może powiesz mi coś więcej o moim bracie. - Przerwałam, jak dla mnie niezręczną ciszę, zakładając nogę na nogę. Musiałam przyznać, że emocje już opadły i lepiej było mi panować nad swoim ciałem. Uśmiechnął się szeroko i oparł wygodnie o oparcie, sprawiając wrażenie zrelaksowanego.
- Myślałem, że ten cały dobytek to twojej koleżanki, blondyneczki, ale dobrze, wiem.. - przerwał, próbując chyba wytrącić mnie z równowagi, ale ja go znałam i nie mogłam ulegnąć jego sztuczkom. - Wiem gdzie jest, ale ci tego nie powiem, dopóki nie wyruszysz ze mną.
Powiedział to wszystko tak spokojnie, tak łagodnie, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie, szkoda, że nie wiedział, że w środku trafiał mnie szlag, który jeszcze bardziej potęgował nienawiść do tego człowieka. Zniszczył mnie i mojego brata, a teraz miał czelność zaprosić mnie na przejażdżkę. Nie ze mną takie numery. Wybuchnęłam śmiechem mu prosto w twarz, zaskakując go tym, ale szybko powrócił do swojej poważnej miny. Cokolwiek o mnie wiedział, nie byłam tą samą osobą, co pięć lat wcześniej.
- Nie wiem co się z tobą działo przez te lata, ale chyba postradałeś zmysły. Nie ma takiej opcji, w ogóle wynoś się z tego domu, skoro nie masz nic konkretnego do powiedzenia - wstałam i miałam pomóc mu trafić do wyjścia, kiedy nagle oboje spojrzeliśmy w kierunku drzwi, które powoli się otwierały. Prawie ze złości tupnęłam nogą i jak szalona podeszłam do koleżanki, prawie wywalając ją z domu. Chciałam ją uchronić przed tym psychopatą, który nadal siedział na tym samym miejscu i oglądał tą żałosną scenę.
- Amanda, co robisz? Wpuszczaj mnie! - Kate szturchnęła mnie i przedostała się do salonu, gdzie stanęła jak wryta. Prawie miała taką minę jak ja, gdy zobaczyłam Matt'a, tylko, że ja wiedziałam kim on naprawdę jest. Blondynka natychmiast odsunęła mnie na bok, tak, że znaleźliśmy się w drugim pokoju.
- Oh, Am, to ten przystojniak, o boże, poznałam go dzisiaj. - Współlokatorka nie mogła wyjść z transu, zaczęła go wychwalać jakby był jakimś Bogiem, a to był Matt, czarny charakter jakich mało na tej ziemi. Patrzyłam na nią współczującym wzrokiem. Potrząsnęłam ją za ramiona, musiałam się dowiedzieć skąd go zna.
- Kate, posłuchaj - zaczęłam. - To jest Matt i to z pewnością nie jest chłopak dla ciebie, powiedz mi skąd go znasz, a potem zapomnij o jego istnieniu, ok? - Próbowałam na spokojnie, ale nie mogłam się pozbyć wrażenia, że Kate patrzy na mnie jak na wariatkę. Przytaknęła głową, wciąż najwyraźniej niepewna tego co właśnie usłyszała z moich ust.
- To jest John, poznałam go w piekarni, zamieniliśmy kilka słów - wyjaśniła, a ja oparłam czoło o ścianę, tak bardzo chciałam się uspokoić, wyrównać oddech, opanować emocje, ale nie. Wszystko we mnie wrzało. Chciałam się rozprawić z tym człowiekiem raz na zawsze, ale kiedy wpadłam do salonu jak szalona, gotów prawie się z nim pobić, on zniknął. Zaskoczona rozejrzałam się, ale nie było po nim ani śladu. Cóż, miałam nadzieję, że się poddał, ale odczytując liścik, który zostawił mi na stoliku, wiedziałam, że to dopiero początek. Blondynka wkroczyła do pomieszczania i widząc moją przygnębioną minę, objęła mnie ramieniem. Podałam jej kartkę, nie chciałam jej nic tłumaczyć, zresztą nadal ta cała sytuacja wydała mi się jak z książki, która nie miała zakończyć się happy endem. Odczytała na głos napisane słowa Będę na Ciebie czekał jutro o 11 na dole, wiem gdzie jest twój brat, wszystko zależy od Ciebie. Matt. Spojrzała na mnie i znowu na kartkę. Po moim policzku popłynęła samotna łza. Po chwili Kate gdzieś zniknęła, żeby wrócić z butelką dobrego wina. Ona zawsze wiedziała czego mi trzeba.
Przesiedziałyśmy dwie godziny rozmawiając o mnie, o moim bracie, o naszej przeszłości. To było jak rozdrapywanie starych ran, a każde jedno wspomnienie sprawiało mi niesamowity ból. Coś w głębi duszy podpowiadało mi, że Matt nie przyszedł bez powodu, może był sukinsynem, ale nigdy nie mówił słów, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Pojechanie z nim jednak, to było jedno wielkie, cholerne ryzyko. Nie wiedziałam czy mogę sobie na to pozwolić, co mam zabrać, jak długo będziemy jechać i najważniejsze czy naprawdę znajdziemy mojego brata. Paul, był jedynym powodem dla którego zgodziłabym się wsiąść do auta osoby, której nie lubię, której nie szanuję i nie dbam o nią. Kate przede wszystkim słuchała, a robiłam sobie na głos listę za i przeciw. Po butelce wina nawet wszystko wydawało mi się proste, logiczne, nieskomplikowane, jednak kiedy leżałam już w swoim łóżku i powoli alkohol znikał z krwiobiegu, docierało do mnie jakie to jest popieprzone, a godzina zero zbliżała się nieubłaganie.
Chociaż Matt faktycznie jest wręcz obrzydliwie pewny siebie, to nie sposób go nie lubić. To znaczy tak jest w moim przypadku, jakoś tak poczułam do niego sympatię, przyjemnie mi się czyta o takich barwnych, charyzmatycznych ludziach XD Rzeczywiście mówi samymi zagadkami, a ponieważ Amanda doskonale go zna, wcale się nie dziwię, że była tak obojętnie nastawiona do jego relacji. Nawet tekst o wiedzy na temat miejsca pobytu jej brata nie była w stanie jej przekonać, żeby pozwoliła Mattowi spędzić w swoim mieszkaniu choćby kilka minut więcej. Akurat wtedy pojawiła się Kate. W sumie to przerażające, że brunet zapoznał się z nią pod zmyślonym imieniem, najwyraźniej od dawna kręcił się w pobliżu Amandy, zbierał o niej informacje i tylko czekał na dogodny moment. Wcale się nie dziwię, że dziewczyna ma taki mętlik w głowie po jego wizycie. Coś mi się wydaje, że mimo tych wszystkich obaw a przede wszystkim braku zaufania względem Matta jednak pojedzie z nim następnego dnia. Chyba ważniejsze okaże się dla niej spotkanie z bratem, którego przecież nie widziałam od dawna, a Matt, może i arogancki, ale raczej nie zrobi jej krzywdy.
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo ciekawy i tajemniczy, czekam na ciąg dalszy <3
Cześć! ;*
OdpowiedzUsuńGłówna bohaterka ma racje. Matt jest obrzydliwie pewny siebie, jednak ma w sobie coś, co mnie pociąga. Po pierwsze jest bardzo przystojny, a po drugie jego charakter jest, że tak powiem, męski i przez to pociągający. Nie dziwię się, że zrobił on wrażenie na Kate. Pojawiła się ona w dobrym momencie i w sumie ta sytuacja wyglądała trochę zabawnie. To jego zniknięcie jeszcze bardziej pokazuje jaki on jest tajemniczy. Kate, to świetna współlokatorka i przyjaciółka. Dobrze, że Amanda ma w niej wsparcie. :) Mam nadzieję, że dziewczyna przyjdzie na umówione spotkanie. Innej opcji nie widzę. :D
Pozdrawiam ;3
Zapraszam na nowy rozdział - http://otchlan-czasu.blogspot.com/ :)
UsuńP.S. Przepraszam za Spam, ale nie wiedziałam gdzie poinformować. :)
Matt coraz bardziej mnie przeraża. Nie rozumiem, czemu jest taki tajemniczy. Mam nadzieję, że jadąc z nim, nie wpakuje się w kłopoty... To ryzykowne, ale może dzięki temu odzyska swojego brata, gdziekolwiek on jest.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Jeszcze za wcześnie, żeby mówić kogo lubię... ale Amanda jest naprawdę fajna i ma świetną współlokatorkę. :) Idę czytać dalej :)
OdpowiedzUsuń