Spoglądałam na zegar wiszący na ścianie i obserwowałam jego wskazówki. Czas sobie spokojnie mijał, a żadne z nas nie mogło wydusić z siebie ani jednego słowa. Naprawdę byłoby mi łatwiej gdyby Matt w końcu zechciał poświęcić mi nieco więcej uwagi i odpowiedzieć na dręczące mnie pytania. Tymczasem on podszedł do lodówki i wyciagnął z niej butelkę piwa, trochę mnie to zniesmaczyło z uwagi na fakt, że nie było nawet południa. Wziął do ręki otwieracz, kapsel strzelił, a brunet pociągnął spory łyk alkoholu. Wtedy dopiero raczył usiąść i zamyślił się, jakby szukał odpowiednich słów.
- Będziemy teraz tak sobie siedzieć i milczeć - powiedziałam zirytowana jego obojętnością w stosunku do mnie. Myślałam, że ma takie same plany jak ja czyli, że chciał porozmawiać.
- Dobrze wyglądasz w tej koszulce - odparł, uśmiechając się zawadiacko, zupełnie ignorując moje słowa. Założyłam nogę na noge, odgarnęłam włosy z twarzy i kontynuowałam mój monolog.
- Matt, powiesz mi co się dzieję. Jacyś ludzie do nas strzelają, później dostaję z drzwi i budzę się w obcym miejscu, w obcym łożku, w nieswoim ubraniu. Cholera, jak myślisz, że możesz mnie zbywać, to proszę bardzo, ale wtedy ja wracam do siebie i rób sobie co chcesz. Mam cię dość! - ostatnie słowa niemal wykrzyczałam, ponieważ czułam narastające napięcie i musiałam dać temu upust. Chyba zaskoczyłam chłopaka, bo odłożył butelkę, zmarszczył brwi i wyglądał jakby ktoś pierwszy raz w życiu mu się sprzeciwił.
- Amanda, złość piękności szkodzi. Co chcesz wiedzieć? Nie wiem kto nas chciał zabić, a oberwało ci się, ponieważ biłem się z tym barmanem a on pobiegł do łazienki i gwałtownie otworzył drzwi. Oto cała historia. Przestań drążyć, bo gówno wiesz, nie chce cię pakować w większe kłopoty niż te które mamy, więc pozwól, że w spokoju wypiję piwo i obmyślę nowy plan. Możesz iść się przebrać, bo ciężko mi się przy tobie skupić. - Jaki plan? Czy ta strzelanina popsuła jego szyki? Ja już wymiękałam, jedyne czego pragnęłam, to porozmawiać z Kate. Miałam nadzieję, że u niej było wszystko w porządku, potrzebowałam paru słów otuchy. Dlatego też wstałam i szybkim krokiem udałam się do przydzielonego mi pokoju. Mój plecak stał koło szafy, więc szybko sięgnęłam po czyste rzeczy i poszłam wziąć prysznic do łazienki obok.
Po odświeżeniu się, zaczęłam poszukiwania mojego telefonu. Zajęło mi to sporo czasu, bo nie pamiętałam gdzie go ostatni raz używałam, na szczęście odnalazł się i wystukałam dobrze znany mi numer, a po kilku sygnałach usłyszałam głos Kate.
- Cześć kochanie - zaczęłam - co u ciebie?
- Amanda to ty? Tak się martwiłam! To ty lepiej opowiadaj co u ciebie? Myślałam, że coś się stało, miałaś dać znać jak tam podróż. - Słyszałam w głosie blondynki troskę i poczułam się lepiej. Opowiedziałam w skrócie co się działo przez ten okres. Kate była ciekawa wszystkiego i co chwile zadawała mi nowe pytania. Pod koniec zaczęło mnie to nawet męczyć, ale że dawno z nią nie rozmawiałam to postanowiłam zaspokoić jej ciekawość.
- Kate, czasami myślę, że to wszystko nie ma sensu, co ja mam robić? - zapytałam przyjaciółkę pod koniec naszej rozmowy, a w głośniku usłyszałam tylko jej westchnienie.
Jak to ona, powiedziała, że nie mam się poddawać, a Matt w końcu zacznie mnie szanować i zacznie współpracować. Jak narazie nie dawał mi żadnych konkretów, a ja nie wiedziałam gdzie się znajduję. Pożegnałam się z Kate i rzuciłam się na łóżko.
Musiałam usnąć, bo gdy się przebudziłam na wyświetlaczu komórki była godzina 14. Postanowiłam wyjść trochę do ludzi, problemem było to, że wiedziałam tylko gdzie jest kuchnia. Zeszłam na dół i rozglądałam się w okół. Przeszłam koło salonu, kuchni, znalazłam również drzwi do łazienki. Na końcu korytarza znalazły się jeszcze jedne, lekko uchylone. Stanęłam blisko i przez wnękę próbowałam zobaczyć co tam się znajduję. Moją oczom ukazał się rozmaity sprzęt do ćwiczeń. Rozchyliłam szerzej drzwi i przeszłam przez próg. Pomieszczenie było przestronne, a duże okno wychodziło na ogród. Zobaczyłam Matta, który stał prawie na końcu sali i podnosił ciężar. Wyglądał niesamowicie, bez koszulki, pokazując w całej okazałości swoje mięśnie. Stanęłam jak wryta, gdyż nie wiedziałam, że taki widok tak działa na zmysły. Nie słyszał mnie, ponieważ w tle grała muzyka. Postanowiłam postać i chociaż sobie popatrzeć. Może charakter miał słaby, ale ciało boskie.
- Chcesz poćwiczyć? - usłyszałam pytanie i o mało co nie podskoczyłam. Głupia myślałam, że zostanę niezauważona.
- Eeee, noo, nie, tak sobie patrzę, zwiedzam dom - odpowiedziałam, nieco się jąkając. Nie byłam dobra w szukaniu odpowiedniej odpowiedzi w sekundę. Roześmiał się i odłożył sprzęt na miejsce, po czym podszedł bliżej.
- Chodź, pokaże ci. - Wziął mnie za rękę i poprowadził w kierunku szafki, gdzie były poukładane małe hantle. Wziął dwie i podał mi. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Szczerze jeśli chodziło o sport, to u mnie kondycja leżała, na samą myśl o tym, że miałam ćwiczyć czułam narastającą histerię. Matt widząc moją bierność, podszedł do mnie od tyłu i złapał za rękę, unosząc ją do góry.
- Tak masz robić - szepnął mi do ucha, a na plecach czułam jego klatkę piersiową, która rytmicznie podnosiła się i opadała. Od razu w mojej głowie pojawił się alarm. Obróciłam się gwałtownie, o mało nie uderzając ciężarkiem bruneta. Oddałam mu je i oddaliłam się bez słowa. Może to tylko moja bezwstydna wyobraźnia, ale czułam, że między nami robiło się gorąco.
- Będziemy teraz tak sobie siedzieć i milczeć - powiedziałam zirytowana jego obojętnością w stosunku do mnie. Myślałam, że ma takie same plany jak ja czyli, że chciał porozmawiać.
- Dobrze wyglądasz w tej koszulce - odparł, uśmiechając się zawadiacko, zupełnie ignorując moje słowa. Założyłam nogę na noge, odgarnęłam włosy z twarzy i kontynuowałam mój monolog.
- Matt, powiesz mi co się dzieję. Jacyś ludzie do nas strzelają, później dostaję z drzwi i budzę się w obcym miejscu, w obcym łożku, w nieswoim ubraniu. Cholera, jak myślisz, że możesz mnie zbywać, to proszę bardzo, ale wtedy ja wracam do siebie i rób sobie co chcesz. Mam cię dość! - ostatnie słowa niemal wykrzyczałam, ponieważ czułam narastające napięcie i musiałam dać temu upust. Chyba zaskoczyłam chłopaka, bo odłożył butelkę, zmarszczył brwi i wyglądał jakby ktoś pierwszy raz w życiu mu się sprzeciwił.
- Amanda, złość piękności szkodzi. Co chcesz wiedzieć? Nie wiem kto nas chciał zabić, a oberwało ci się, ponieważ biłem się z tym barmanem a on pobiegł do łazienki i gwałtownie otworzył drzwi. Oto cała historia. Przestań drążyć, bo gówno wiesz, nie chce cię pakować w większe kłopoty niż te które mamy, więc pozwól, że w spokoju wypiję piwo i obmyślę nowy plan. Możesz iść się przebrać, bo ciężko mi się przy tobie skupić. - Jaki plan? Czy ta strzelanina popsuła jego szyki? Ja już wymiękałam, jedyne czego pragnęłam, to porozmawiać z Kate. Miałam nadzieję, że u niej było wszystko w porządku, potrzebowałam paru słów otuchy. Dlatego też wstałam i szybkim krokiem udałam się do przydzielonego mi pokoju. Mój plecak stał koło szafy, więc szybko sięgnęłam po czyste rzeczy i poszłam wziąć prysznic do łazienki obok.
Po odświeżeniu się, zaczęłam poszukiwania mojego telefonu. Zajęło mi to sporo czasu, bo nie pamiętałam gdzie go ostatni raz używałam, na szczęście odnalazł się i wystukałam dobrze znany mi numer, a po kilku sygnałach usłyszałam głos Kate.
- Cześć kochanie - zaczęłam - co u ciebie?
- Amanda to ty? Tak się martwiłam! To ty lepiej opowiadaj co u ciebie? Myślałam, że coś się stało, miałaś dać znać jak tam podróż. - Słyszałam w głosie blondynki troskę i poczułam się lepiej. Opowiedziałam w skrócie co się działo przez ten okres. Kate była ciekawa wszystkiego i co chwile zadawała mi nowe pytania. Pod koniec zaczęło mnie to nawet męczyć, ale że dawno z nią nie rozmawiałam to postanowiłam zaspokoić jej ciekawość.
- Kate, czasami myślę, że to wszystko nie ma sensu, co ja mam robić? - zapytałam przyjaciółkę pod koniec naszej rozmowy, a w głośniku usłyszałam tylko jej westchnienie.
Jak to ona, powiedziała, że nie mam się poddawać, a Matt w końcu zacznie mnie szanować i zacznie współpracować. Jak narazie nie dawał mi żadnych konkretów, a ja nie wiedziałam gdzie się znajduję. Pożegnałam się z Kate i rzuciłam się na łóżko.
Musiałam usnąć, bo gdy się przebudziłam na wyświetlaczu komórki była godzina 14. Postanowiłam wyjść trochę do ludzi, problemem było to, że wiedziałam tylko gdzie jest kuchnia. Zeszłam na dół i rozglądałam się w okół. Przeszłam koło salonu, kuchni, znalazłam również drzwi do łazienki. Na końcu korytarza znalazły się jeszcze jedne, lekko uchylone. Stanęłam blisko i przez wnękę próbowałam zobaczyć co tam się znajduję. Moją oczom ukazał się rozmaity sprzęt do ćwiczeń. Rozchyliłam szerzej drzwi i przeszłam przez próg. Pomieszczenie było przestronne, a duże okno wychodziło na ogród. Zobaczyłam Matta, który stał prawie na końcu sali i podnosił ciężar. Wyglądał niesamowicie, bez koszulki, pokazując w całej okazałości swoje mięśnie. Stanęłam jak wryta, gdyż nie wiedziałam, że taki widok tak działa na zmysły. Nie słyszał mnie, ponieważ w tle grała muzyka. Postanowiłam postać i chociaż sobie popatrzeć. Może charakter miał słaby, ale ciało boskie.
- Chcesz poćwiczyć? - usłyszałam pytanie i o mało co nie podskoczyłam. Głupia myślałam, że zostanę niezauważona.
- Eeee, noo, nie, tak sobie patrzę, zwiedzam dom - odpowiedziałam, nieco się jąkając. Nie byłam dobra w szukaniu odpowiedniej odpowiedzi w sekundę. Roześmiał się i odłożył sprzęt na miejsce, po czym podszedł bliżej.
- Chodź, pokaże ci. - Wziął mnie za rękę i poprowadził w kierunku szafki, gdzie były poukładane małe hantle. Wziął dwie i podał mi. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Szczerze jeśli chodziło o sport, to u mnie kondycja leżała, na samą myśl o tym, że miałam ćwiczyć czułam narastającą histerię. Matt widząc moją bierność, podszedł do mnie od tyłu i złapał za rękę, unosząc ją do góry.
- Tak masz robić - szepnął mi do ucha, a na plecach czułam jego klatkę piersiową, która rytmicznie podnosiła się i opadała. Od razu w mojej głowie pojawił się alarm. Obróciłam się gwałtownie, o mało nie uderzając ciężarkiem bruneta. Oddałam mu je i oddaliłam się bez słowa. Może to tylko moja bezwstydna wyobraźnia, ale czułam, że między nami robiło się gorąco.
~*~
Hej. Oddaje Wam rozdział siódmy.
Nie jest on szczytem moich marzeń, czasami sama nie wiem jak mam poprowadzić tą historię.
Nie jest on szczytem moich marzeń, czasami sama nie wiem jak mam poprowadzić tą historię.
Wena swoje, brak czasu swoje. Liczę, że jeszcze ktoś obserwuje ten blog.
Pozdrawiam i do napisania :)
Hej ;*
OdpowiedzUsuńCzyżbym była pierwsza? Mam nadzieję, że tak ;)
Dziękuję za skomentowanie mojego rozdziału, bo już się bałam, że nikt tego nie skomenta, a bardzo lubię czytać Twoje komentarze, tak jak i innych ;)
Ostatnio zaglądałam u Ciebie, i zastanawiałam się, czy coś wstawisz, czy nie. Już nie chciałam zostawiać suchego spamu odnoście mojego nowego posta!
Ok!
Ten cały Matt nadal wydaje się bardzo podejrzany, i szczerze mówiąc źle postąpił, że od razu nie wtajemniczył Amandę. Biedna nie wie co się dokładnie stało i te zdarzenie z barmanem... A on jakby nigdy nic pił sobie piwo... i jeszcze ma czelność powiedzieć, że ma się przebrać, bo w tym ubraniu go rozprasza... dziwny ten typ.
Na jej miejscu bym poprosiła Kate, aby przyjechała po nią, czy coś takiego. Skoro Matt jej nie szanuje i obchodzi się z nią niezbyt ''fajnie''...
I tak mała akcja w siłowni... Coś się chyba będzie działo ;)
Ogólnie miło się czytało, i jestem ciekawa co będzie dalej...
Ja mam podobny problem, co Ty, bo ja też czasem nie wiem jak mam poprowadzić historię ''Siostrzenicy''. Sądzę, że niebawem ją zakończę. Może dojdę do 100 odcinka i koniec, a może i szybciej.
Ja co prawda nie mam w zwyczaju obserwować blogów. Ale nie ignoruję żadnych informacji o nn ;D
Pozdrawiam ;*
Cześć! :*
OdpowiedzUsuńJa wciąż czytam i nie przestanę! ^^ Doskonale Cię rozumiem, też czasami nie wiem jak poprowadzić dalej opowiadanie, ale to kwestia weny, jak jest jej dużo to takich problemów nie ma, więc się nie przejmuj. Takie stany są normalne, haha. :D Poza tym u Ciebie za każdym razem rozdziały są ciekawe i świetnie napisane. :)
Znalazłam kilka błędów, głównie literówki, ale nie będę Ci ich teraz wytykać. W wolnym czasie możesz to sprawdzić, a w przyszłości zwracać większą wagę na błędy, bo utrudniają one trochę czytanie. Mimo to rozdział bardzo mi się spodobał. Niby nie dzieje się nic specjalnego, ale opisy robią swoje. :)
Zbyt dużo to jej Matt nie powiedział, ale czego się po nim więcej spodziewać? On to już jest taki tajemniczy, ale i pociągający typ. :D
Nie dziwię się, że ciało Matta zrobiło wrażenie na Amandzie. Też bym stanęła jak wryta, haha. :D Również uważam, że zaczęło robić się między nimi gorąco. Z jednej strony dobrze, że Amanda odeszła, bo niby go nie lubi i mogłoby to skompilować ich poszukiwania. Z drugiej jednak chciałabym, żeby coś między nimi było. :D
Życzę dużo weny i wolnego czasu na pisanie!
Pozdrawiam. <3
Jasne, że robi się gorąco! Czuć to od samego początku, ale w ostatnich dwóch rozdziałach ta atmosfera znacząco się wzmogła. Ogólnie nie dziwię się, że Amanda jest taka wściekła na swojego towarzysza i zasypuje go gradem pytań. Sama oczekiwałabym kilku pełnych, wyczerpujących odpowiedzi, niestety cały czas podejrzewałam, że Matt nie jest osobą, która takowych udziela... I nie pomyliłam się. Cóż, nie ukrywam, że nie jest to bohater, któremu potrafię zaufać, ale to wcale nie oznacza, że go nie lubię. Ja go wprost ubóstwiam, naprawdę. Wykreowałaś postać bardzo tajemniczą i pociągającą, przez co nie dziwię się, że Amanda, mimo ostatnich wydarzeń, nie zostawiła Matta w cholerę i nie postanowiła wrócić do domu :D W dużej mierze pomogła jej rozmowa z Kate, ale jednak decydującą rolę, a przynajmniej tak mi się wydaje, jest poczucie bezpieczeństwa, jakie daje jej Matt. Niby sporo się ostatnio działo, ale on jednak nie pozwolił, by stało jej się coś poważniejszego. No i jest na co popatrzeć... :P
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na ciąg dalszy <3
Przepraszam, że kazałam tak długo na siebie czekać. Nadal z chęcią czytam to opowiadanie i mam nadzieję, że nie zamierzasz go zostawić :)
OdpowiedzUsuńByć może moja wyobraźnia też jest zbyt wybujała, ale ja również mam wrażenie, że między Amandą a Mattem robi się coraz bardziej gorąco. I totalnie tego nie ogarniam, bo dalej nie wiem, co mam o nim myśleć. Jest strasznie tajemniczy i nie chce pisnąć ani słowa odnośnie zaistniałej sytuacji. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to wszystko to jeden wielki spisek i Amanda znalazła się w pułapce. Oby to były tylko moje głupie przypuszczenia, które nie znajdą potwierdzenia w dalszej części. Z tego wszystkiego zaczęłam podejrzewać nawet Kate, bo zaniepokoił mnie ten fragment, w którym tak wypytuje o wszystko, ale z drugiej strony to przecież normalne, że martwi się o swoją przyjaciółkę. No nic, czekam na ciąg dalszy i mam nadzieję, że coś się wyjaśni :D
Pozdrawiam :*